Obserwatorzy

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Zwariowani=Kochani♥

Bo niektórzy ludzie są z natury prostu wyczepiaści!


09.08.2012r.,
Dzień w którym wszystko nabrało sensu. Na moje podwórku wjechało białe auto. Nie czekałam ani chwili, wziełam Luckiego na smycz i pobiegliśmy przywitać się z gośćmi. Weszliśmy do domu no i zara podawaliśmy obiad, rozstawialiśmy talerze i w tym podobne co robi się przy przybyciu gości.
Potem wpadłam na zacny plan. Przecież trzeba jakoś wykorzystać wakacje. nie? Wraz z moją siostrą Eweliną poszłyśmy po ozdoby choinkowe, a potem do jadalni pracowników i zrobiłyśmy im świąteczny sajgon. Wzięłyśmy chipsy na spółę z bratem ( Dawidem ) i przyczepiałyśmy kokardki, łańcuchy, papiery świąteczne do pakowania prezentów, stare zabawki, nawet zrobiłyśmy mini żłobek z dzieciątkiem Dżisas, mam nadzieje że zadna osoba czytająca mega bloga nie obrazi siw za to bo dzieciątko nie było robione na wzór Jezusa tylko według własnego pomysłu i nie miało najmniejszej styczności z religią. Siedziałyśmy w tej jadalni spore kilka godzin a na fonie piosenki Rotary - Lubiła tańczyć i wiele innych! Kosmos. Wieczorem kolacja. Potem oczywiście huśtaweczka i jedyna nuta możliwa dla mych uszu! Lulu o 23:00 i jakoś się żyje z dnia na dzień. 
10.08.2012r.,
Rano 5:50 z moim pieseczkiem na spacerek! O 6:15 wstała Ewelina. zrobiła sobie kawę, trochę posiedziałyśmy na sofie i poszłyśmy na huśtawkę. Tym razem z przebojami Ich Troje i wiele innych. Godzina 8:00 - wyczekiwania na minę pracowników aż wejdą do jadalni. Bezcenne. Spóźniali się. Nie było to miłe haha. Wreszcie się zjawili o 8:30. Pierwszy pracownik wparował i zaczął się śmiac. Lecz były też tego dobre strony, między innymi ta że zostawiłyśmy im mleko i ciasto, które sama piekłam. Byli przerażeni chyba. Kawę im zamroziłyśmy, co nie było z naszej strony takie złe, bo przecież kawa trzymana w zimnie nie traci aromatu. Potem Ewelina miała fazę na noszenie na barana. A co potem się działo? Wzięliśmy jakieś szmaty, włożyłyśmy do taczki i woziłyśmy się po dworze. Było super. Rodzice pojechali do miasta więc było fajnie. Zabrałyśmy ozdoby, pozmywałyśmy naczynia i chillout.Następnie gra w piłkę i powrót rodziców i cioci. Od razu rzuciliśmy się na lody z Lidla. Pycha. I welcome huśtaweczka. Następnie obiadek, krótki odpoczynek i kolejna beka na ławce przed domem. Piątkowy wieczór był fascynujący bo dołączyła do nas moja siostra ze swoim psem Coci'm [Kokim]. Był gril, więc siedzieliśmy na dworze. Potem krótkie rozstawianie talerzy i jedzenie. Wpadł też dziadek. Kolacja była extra. Potem sen.
11.08.2012r.,
Jak wcześniej pogoba za nic nie chce się poprawić. Koszmar. Wstaliśmy znowu raniutko gotowi do harców na dworze. Był masakrycznie zimno. Graliśmy  w deszczu w piłkę na dworze przy 13 stopniach *C w krótkich spodenkach, ale bez przesady nie ryzykowałam i się przebrałam w dłuższe spodnie, bo co to za wakacje z chorobą? Potem jakieś bzdety jak śniadania, kolacje. Następnie gra w Scrabble i malowanie paznokci na dworze. Ręka mi się tak trzęsła że odechciało mi się malować paznokci, bo i tak nawet gdy jest mega upał maluję 1m2 wokół palca, tak więc luz. Potem muza na mym fonie, jakże pojemnym i zimny chillout, cóż poradzę że ja i Lucky to zmarźluchy? Wieczorem znów grill. Extra. O 21:00 na dworzu granie balonem, wiem jestem stara, ale nuda kompletna była. Potem mini lekcja Judo  od Eweliny. Myślałam że mnie połamie, ale nie było aż tak strasznie. ; )) No wreszcie kolacja, zgłodniałam przez ten dzień. A potem co? Spacerek z Luckusiem i lulu.
12.08.2012r.,
Znienawidzony przeze mnie dzień. Odjazd gości. Gigantyczna draka. Podaliśmy ścniadanie, obiad i cieszyliśmy sie jeszcze wspólnymi chwilami śpiewając piosenkę Rotar. Niestety czas leciał nieubłaganie i wybiła godzina 13:30 .. Zaczęli zbierać się do domu. Pożegnaliśmy się i odjechali. Leczpół godziny potem kiedy patrzyłam w okno, przy drzewie siedziała mała kotka z wielkim ogonkiem. Poszłam do niej. Przybiegła do mnie odrazu. Wzięłam ją do domu. Dałam jeść i pić i zrobiłam posłanko pod daszkiem. Nie mogę robić niestety z domu zwierzyńca bo i tak go mam, ale na dworzu to inna sprawa. Kicia nazywa się Renesme Iness Lincoln. Wiem, troszeczkę głupio, ale cóż poradzę na to że niezbyt kręcą mnie słodkie imiona np: Biała lub mleczko. Wolę szukac o wiele dalej, żeby imie miało przesłanie i było subtelne. Po południu wpadła do nas Monika i jej pies Coci. Lucky dalej nie chciał zabardzo zaprzyjaźnić się ze swoim kumplem Cocel Spanielem . Ciągle obszczywał miejsca, gdzie Cocuś biegał. Chciał przez to dać wyraz tego że to jest jego terytorium.
O 22:00 Monia pojechała a ja poszłam spać bo padłam na twarz.

Lody z Lidla smakowały nawet przy 10 stopniach *C. Zjadłam  chyba z 10 lodów  przez te dni! . I marze sobie aby następne wakacje były również udane, tak jak te. Abyśmy znowu robiły babeczki z tabletką na przeczyszczenie, która była niewypałem bo straciła swoją wartość po pieczeniu.

Życzę również Wam udanych pozostałej części wakacji. Abyście spędzili tak jak ja. Nie koniecznie robiąc tak głupie rzeczy.

Pozdrawiamy Weronika&Lucky


2 komentarze:

  1. Dobrze , że macie udane wakacje :D
    Też lubię gości.
    Wstaw zdjęcie kotki .
    Pozdrawiamy A&K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszymy! Wstawię zdjęcia kici niedługo, bo fona nie miałam przy sobie, a na dół nie chciało mi sie po niego iść!

      Usuń