Obserwatorzy

niedziela, 7 października 2012

Rozalinda okazała się Czołgiem.

 Zaczyna się dość nietypowo, potem wyjaśnie o co chodzi. Najpierw treściwa notatka z tygodnia, bo zobowiązałam się do jej pisania co tydzień. Przed tygodniem Lucky poznał kumpla, ślicznego Owczarka Niemieckiego, często go widzę z okna więc pewnie uciekł komuś, bo nie kojarzę żeby ktoś miał w pobliżu takiego pieska. Ogółem mówiąc ten piesek chodzi za nami prawie wszędzie. Gdzie my tam i on. Dokarmiam go często, bo szkoda mi takich bezpańskich piesków. W zeszłym tygodniu, dokładnie w niedziele usłyszałam miauczenie kota. Wyszłam na dwór i zobaczyłam pięknego kota. Oczywiście odrazu imię - pierwsza myśl - Rozalinda, no dobra niech będzie i tak i wzięłam ją na chwilę do domu żeby spokojnie zjadła i napiła się mleka. Lucky bardzo dobrze się zachowywał, nagradzałam go za to. Po kilkunastu minutach wypuściłam jeszcze mniemaną "kicię" na dwór. Po kilku godzinach spostrzegałam się że to kot. Przepraszam bardzo ale nie zaglądam wszystkim w cztery litery. Dobra nie będę się do kota zwracać na "kici-kici", to wymyśliłam mu imię. wszystko u mnie jest rudę, ale już bym nie zdzierżyła gdybym miała Rudą i Rudego więc przypomniałam sobie jednego z bestów gdzie był napisane że Rudy to nie kolor - to czołg. I tak właśnie Rozalinda stała się Czołgiem.Niestety - co dobre nie trwa wiecznie. Czołg przepadł jak kamień w wodę 3 dni temu. Może wrócił do Swojego domu? (...) Cały tydzień minał mi na nauce i niczym innym. Czy znajdzie się taki piękny weekend gdzie nie będzie mowa "Tato? Wytłumaczysz?", albo "Mamo? Przepytasz?". Nie wiele mi do szczęścia potrzeba, nie? Wczoraj byłam na zakupach i kupiłam Luckiemu smycz. Mój pies to ma niebywały talent. Jest na tym świecie dopiero 13 miesięcy, a zdołał rozwalić już 2 smycze, niebywałe. Jak to niektórzy nazywają "Bo on ma ADHD", kocham te moje nadpobudliwości. I kupiłam mu tą smycz. Zwykła automatyczna, czerwona, z taśmą, firma Flexi. Pierwszą gdzie kieruje się po "wbiegnięciu" do sklepu, bo wejściem to się tego nazwać nie da jest kierunek "zwierzęta". Mam do nich słabość. Potem długotrwałe wybieranie karmy, potem smyczy, obroży przeciwpchelnej i przeciw-kleszczowej. Myślałam że już sezon na kleszcze powoli mija, a ostatnio po Luckym chodziło ich 6. Lucky ostatnio ma tendencje do wdawania się ze wszystkimi w bijatyki. Jak ktoś śpi to mu wskakuje na brzuch i zaczyna drapać twarz. Istny koszmar, śpisz sobie a ktoś Ci nagle oczy próbuje wydrapać. My to mamy ciekawe życie. Lucky ostatnio ma fazę na denerwowanie innych drapaniem w różne części ciała. Muszę zaopatrzyć Luckiego w jakiś kombinezonik na jesień i zimę. Macie jakieś propozycję? Powiem Wam szczerze że jesień i zima to moje dwie ulubione pory roku, nie wiem czy już pisałam to na blogu, ale uwielbiam zimno, chłód, chlapę, deszcz, a potem kakao, kocyk i telewizja z moim ukochanym psem. Szczerze tego nie rozumiem, ale bardzo mi to imponuje, bo gdy w środę coś robię, czy jestem w pokoju, czy gdziekolwiek, on podbiega do mnie, drapie i chce abym z nim szła, a jak za nim pójdę mam usiąść przed telewizorem i oglądać z nim "Na dobre i na złe", może to z jego strony jakaś deklaracja, lub sama nie wiem, ale wydaje mi sie to dość dziwne, bo nie słyszałam o takich psich zdolnościach jak znanie sie na czasie. Nauka mnie wykańcza. Na przerwach żywię się kolejnymi przedmiotami, jakie to musi być sycące. Nauki jest sporo, ale nikt nie powiedział że będzie łatwo. Szkoda mi Lucky'śka bo on na tym cierpi, bo nie mam dla niego już tyle czasu co przedtem, ale w weekendu chodzimy na dłuższe spacery, a w dni poniedziałek-piątek nawet o 22:00 zabiera psa i w drogę na pole z latarką i mamą. Oglądalność naszego bloga nieco spadła od września, ale liczyłam się z tym. W sumie sama już tyle nie komentuje blogów co przedtem. Ale cóż zrobić?









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz